Zagle.com.pl » Technika » Testy » Calibra 620: Mniejszy Saturn?

Calibra 620: Mniejszy Saturn?

Konstruktor Calibry zawsze żywiołowo protestuje, gdy ktoś śmie stwierdzić, że Calibra to taki mniejszy Saturn. Myślę, że niezupełnie słusznie, ponieważ już tylko sadząc na podstawie sylwetki Calibra 620 i Saturn 720 nie mogłyby się wyprzeć wspólnego „ojca”. Podobieństwo to pogłębia zresztą identyczne zdobnictwo nadbudówki.
Calibra 620
Autor: Foto: Jerzy Pieśniewski

Calibra ma relatywnie znacznie wyższy i szerszy kadłub, ponieważ jest krótsza o cały metr, ale już linie podwodzia Calibry nie odbiegają znacznie od tych Saturna 720, które wygrywają regularnie regaty w klasie T3. Calibry startujące w klasie T2 również zanotowały wiele sukcesów w tym tytuł Mistrza Polski . Te same stosunkowo ostre wejście linii wodnych na dziobie spora szerokość wodnicy gwarantująca odpowiednią stateczność oraz szeroka pawęż zawieszona dość wysoko nad wodą ( spore ugięcie linii stępki w części rufowej). Naturalne więc, że konstruktor kontynuuje to co się sprawdziło. Z dobrym, zresztą, skutkiem.
Calibra 620 została zaprojektowana przede wszystkim do turystyki. Pojemność jej wnętrza nie ustępuje podobnej wielkości jachtom do uprawiania żeglarstwa turystycznego na śródlądziu. Testowaliśmy wprawdzie jacht o charakterze sportowym, z mieczem szybrowym i skromnym wyposażeniem wnętrzem, ale mieliśmy też okazję zapoznać się z wnętrzem wersji Cruiser. Wykonanie laminatów jachtu , zarówno przekładkowego pokładu (na rdzeniu z pianki Herex 10 mm) jak i monolitycznego kadłuba wygląda na profesjonalne: z gładkim żelkotem, starannie ukształtowanymi i skutecznymi powierzchniami przeciwślizgowymi, wieloma przetłoczeniami pod okucia. Przejdźmy zatem do szczegółów.

Osprzęt i okucia

W wersji sportowej, w trosce o masę i obniżenie środka ciężkości, zrezygnowano z koszy, relingów itp. atrybutów jachtu turystycznego. Wersja cruiser zapewne się bez nich nie obędzie, podobnie jak bez lazy jacków, sztywnych sztagów itp. patentów wprawdzie ułatwiających obsługę, ale za to sporo ważących. Zapewne też wyposaży się je w urządzenie sterowe z obrotowo podnoszoną płetwą. W sportowej Calibrze 620 natomiast konstruktor zdecydował się na szybrową płetwę sterową. Trochę to ryzykowne rozwiązanie, szczególnie gdy żegluje się kursem pełnym z podniesionym, choćby tylko do połowy, mieczem.
Wszystkie fały i regulacje sprowadzono do kokpitu i blokowane są za pomocą knag szczękowych zainstalowanych na „półce”. Do wybierania szotów foka natomiast używa się kabestanów ze zwykłymi knagami jednak umieszczonymi na tylnej ściance kabiny. Niezbyt to szybkie i wygodne, a dobitkę linka trze o krawędź nadbudówki. Grozi to przetarciem żelkotu do żywego laminatu.

Pod żaglami

Podobnie jak Saturn 720, tak i Calibra miała szczęście do wiatru, przynajmniej w drugiej części testu przeprowadzonej na Zalewie Zegrzyńskim. Wiało solidnie, ale nie przesadnie - do 4 B. Jacht udowodnił swe walory z łatwością przekraczając 6 węzłów, bez specjalnego przykładania się załogi do balastowania. Wyniki w regatach to nie tylko zasługa sternika i załogi. Potwierdziła się też więcej niż dobra stateczność jachtu uzyskana w próbie statycznej przechyłu od 0 do 90 stopni. Jacht podnosił na topie ponad 40 kg. Wynik imponujący jak na jacht tej długości. Zawdzięcza to niezwykle ciężkiemu (250 kg) mieczowi ze stali nierdzewnej wypełnionego ołowiem. Stateczność Calibry sprawia, ze w silniejszych szkwałach przechyły nie przekraczały 20-25 stopni. Jacht nie wykazywał żadnych tendencji do nadmiernej nawietrzności; odwrotnie: żeglując w pionie, bez przechyłu wykazuje lekką zawietrzność. Nie sprawdziliśmy predkości jakie rozwija napędzana silnikiem, gdyż takowego nie było na testowanym egzemplarzu.

Pokład

Bardzo klasyczne rozwiązanie pokładu o konstrukcji przekładkowej gwarantuje jego funkcjonalność. Nie ma problemów z ergonomią: pólpokłady są odpowiednio szerokie, ławki w kokpicie zapewniają wygodne siedzenie, są w nich bakisty na wyposażenie i bagaż, komora kotwiczna w części dziobowej. Przewidziano także przetłoczenia pod osprzęt (kabestany, szyny itp.), knagi fałów i regulacji. Niektóre z nich może nieco zanadto wystają nad powierzchnię pokładu, ale to z drugiej strony zmusza do instalowania osprzętu i okuć tam gdzie ich miejsce. „Puste” przetłoczenia, bez okuć czy osprzętu rażą. W wersji regatowej podstawę „stolika” talii grota zamocowany do podłogi kokpitu wykonano jako osobny element z laminatu p-s. To dobre rozwiazanie, ponieważ we wnętrzu tego słupka można schować różne drobiazgi a nawet butelkę, oczywiście, wody. Z komunikacją między pokładem dziobowym a kokpitem nie byłoby problemów, gdyby nie podwięź wanty kolumnowej stojąca akurat na środku półpokładu. Trzeba by się jednak zdecydować: albo dosunąć ją do ścianki kabiny albo do burty. Z punktu widzenia ergonomii lepsze jest to pierwsze wyjście.

Jerzy Pieśniewski, Jerzy Kubaszewski
Subskrybuj newletter
Felietony
Felietony
red. Waldemara Heflicha
(”Z wiatrem i pod wiatr”),
artykuły
Mateusza Kusznierewicza
(Akademia Kusznierewicza)
oraz Jerzego Klawińskiego (Jachty Niezwykłe).
Sonda
Gdzie spędzisz wakacje 2014?