Patryk Piasecki i Marcin Mickiewicz (klasa 470) informują: Mistrzostwa Europy za nami. Rozegrane w austriackiej miejscowości Gunden, na malowniczo położonym jeziorze wśród gór, regaty zgromadziły 83 załogi z całego świata i nie zabrakło nikogo z czołówki Pucharu Świata. Imprezę wygrała załoga z Japonii, natomiast złote medale powędrowały do kolegów z Chorwacji. Zajęte przez nas 20 miejsce (18 wśród Europejczyków) na pewno pozostawia sporo do życzenia.
W bardzo trudnych warunkach słabego i zmiennego wiatru rozegranych zostało 8 z 13 zaplanowanych wyścigów. Większość z nich kończyliśmy w drugiej dziesiątce, ale jeden udało nam się wygrać - przy wietrze dochodzącym do 25 węzłów. Konkurentom nie pozostawiliśmy złudzeń, że w warunkach silnego wiatru jesteśmy piekielnie szybcy i bardzo trudno jest nas dogonić.
Regaty jednak przebiegały w słabych wiatrach. Codziennie czekaliśmy na najmniejsze podmuchy, aby cokolwiek rozegrać. Bywały wyścigi, w których jechaliśmy na bardzo wysokich pozycjach, jednak jedno przegapienie zmiany, jeden zły zwrot kosztował utratę paru miejsc. Warunki były oczywiście równe dla wszystkich, czasem brakowało trochę szczęścia, które wszystkim po równo rozdzielał sędzia główny puszczając "gonki" przy niezłym "pokerku".
Kolejnymi regatami w czerwcu był Puchar Świata w Kielu, które zgromadziły parę tysięcy żeglarzy z całego świata. W klasie 470 ścigaliśmy się w stawce 60 załóg, zajęliśmy 19 pozycję. Tym razem również wiatr nie rozpieszczał uczestników - wystarczy powiedzieć, że 2 dni spędziliśmy w porcie czekając na jakiekolwiek podmuchy. Dokładając do tego cogodzinne "Achtung, achtung, start przełożony o eine Stunde" można było wynudzić się jak mops. Jedynymi rozrywkami w tym czasie były tylko pozycje leżąca na brzuchu albo plecach na poduszkach w namiocie. Zawodnicy dosłownie zabijali się o nie, podobnie jak ich cena - 350 euro za całkiem spory kawałek żagla, w który zapakowano trochę styropianu to interes i przebitka lepsza niż wszystkie monotypy razem wzięte. Wracając do wyścigów - jeden z nich kończyliśmy przy wietrze 1-2 węzły przy wywieszonej fladze "O" pozwalającej na pompowanie. Halsówka w wykonaniu całej stawki wyglądała tak, że załogant stawał na dziobie i bujał łódką aż tętno na sportesterze przekraczało skalę. Całe szczęście, że ów feralny bieg komisja zdecydowała się przerwać, bo niewątpliwie po kolejnym "śledziu" kroplówka i usta-usta byłby niezbędne.
Przed nami Mistrzostwa Świata w Danii. Wcześniej jednak parę dni treningu, ostatnich halsów przed najważniejszą (zaraz po Mistrzostwach Klubu) imprezą sezonu w Górkach Zachodnich i Kopenhadze. Nie posiadamy informacji, czy Duńczycy już zbierają oliwki w związku z globalnym ociepleniem, jak i tego czy będzie w tym roku impreza przy lepszych
warunkach wietrznych niż dotychczas. Wiemy na pewno jedno - damy z siebie maksa i nie odpuścimy żadnego wyścigu, nie mówiąc już o jasnowłosych Skandynawkach po regatach.
Program sportowy wspierają
Polski Związek Żeglarski










Kalendarze,
Reklamy

