Sklep on line
Zarejestruj się

rss

Newsletter

Nowa nagroda: Jacht Roku w Polsce

Dziennik pokładowy

Felietony red. Waldemara Heflicha
("Z wiatrem i pod wiatr") oraz Mateusza Kusznierewicza (Star Reaktywacja)

Necko Endurance 2005 Necko Endurance 2005
W. Heflich, W. Krusiński
Necko Endurance 2005

W Polsce nie wolno pływać jachtami po zmroku, stąd w Augustowie odbył się jedynie 8 godzinny eksperymentalny wyścig wytrzymałościowy o Mistrzostwo Świata.

Pierre Charlot to jeden z najbardziej znanych i utytułowanych pilotów motorowodnych. Od lat związany jest z koncernem Marine Power, którego szefów namówił przed paroma laty do zainteresowania produkcją łodzi motorowodnych w Polsce. Był to przysłowiowy „strzał w 10”, zarówno dla światowego koncernu jak i naszych stoczni. Błyskawicznie okazało się, że jesteśmy w tym po prostu dobrzy, a w produkcji motorówek małych do 7 metrów długości, staliśmy się liderem na rynku europejskim. Co warto podkreślić konstrukcje te są dziełem w 100 procentach rodzimym, od designu do wyposażenia w najbardziej wymyślne elementy. Dzisiaj jachty made in Poland są najbardziej poszukiwanym towarem na rynku sprzętu motorowodnego.

Nie dziwi więc, że właściciele 3 największych polskich stoczni: Ślepska, Balt Yachtu i Delphi Yachts, postanowili zrobić coś dla promocji sportu, a przy okazji swojego pięknego regionu. A ponieważ są ludźmi czynu, wspólnie z Pierrem Charlotem podjęli ideę zorganizowania zawodów Endurance w Augustowie. W ciągu niecałych 6 miesięcy udało się przygotować całą logistykę - bądź co bądź bez żadnego doświadczenia - imprezy, która trudnością przewyższa wszystko co do tej pory było przedsięwzięte na polskich wodach. Wielka to zasługa wszystkich zaangażowanych działaczy i woluntariuszy, ale przede wszystkim sponsorów, wymienionych wcześniej stoczni z Augustowa i Olecka.

Bardzo dobrym pomysłem okazało się wydzielenie miejsca na depo (park maszyn i miejsce do tankowania) z dala od publiczności. Miejsce takie z uwagi na duże zagrożenie wybuchem od unoszących się oparów paliwa, jest pod czujnym nadzorem komisji technicznej i wymaga szczególnej ochrony. Oprócz tego zawodnicy mieli spokój od wszędobylskich, ciekawskich kibiców, polujących na autografy. Z drugiej strony, w przeciwieństwie do słynnego wyścigu w Rouen (patrz Żagle 07/05), publiczność miała okazji oglądania wyścigu z bezpośredniej bliskości. Wszystko zostało pomyślane z troską właśnie o zwykłego kibica. Wzdłuż całego brzegu Jeziora Necko poustawiane zostały namioty, ławki i parasole. Wszędzie uruchomiono punkty gastronomiczne, i co najważniejsze, z zupełnie normalnymi cenami.

Zawodnicy zjechali do Augustowa już w czwartek, poświęcając kolejne 2 dni na trening i dopasowanie sprzętu. Nad ich bezpieczeństwem cały czas czuwały służby ratownicze, przepędzając niesfornych wodniaków, wpływających na tory wyznaczone do treningów. Warto jednak podkreślić, że odbywało się to w sposób grzeczny i kulturalny, a nie jak się często u nas zdarza, arogancko i władczo.

W niedzielę jezioro zostało zamknięte prawie na całej powierzchni. O godzinie 11.20 Sędzia Główny Zbigniew Markiewicz, dał sygnał i kawalkada 15 bolidów ruszyła na trasę. Jak było do przewidzenia, na czoło od razu wysunęły się dwie załogi klasy 3: nr 2 (team RMSM – łódź z silnikiem Evinrude) oraz nr 1 (team Pegase Racing – z silnikiem Mercury). Widać było zdeterminowanie tych pierwszych i chęć rewanżu za porażkę w Rouen. Równie zacięta walka toczyła się w klasie 2 pomiędzy teamem Quicksilvera ( nr 33) pod wodzą Pierre’a Charlota oraz Cassino prowadzonego przez Philippe’a Masselina. I tutaj chodziło o rewanż. W klasie 1 bój toczyły załogi teamów Navikart, Performance i Cobry. Nas oraz zgromadzonych kibiców najbardziej jednak interesował los polsko-szwedzkiej załogi z naszymi zawodnikami: Tomaszem Rosińskim, jedynym Polakiem posiadającym pełną licencję wyścigową oraz Józefem Wiszniewskim, właścicielem stoczni Ślepsk, głównym sponsorem i „ojcem chrzestnym” imprezy. Tomasz Rosiński wykazał się nie lada hartem ducha. Pomimo poważnej kontuzji obojczyka postanowił wziąć udział w imprezie, nie chcąc zawieźć polskiej publiczności. Nie zważając na przeszywający ból, kontynuował dzielnie wyścig i w efekcie załoga ukończyła zawody na doskonałym drugim miejscu w klasie 2.

Ale tymczasem trwał morderczy wyścig. Warto sobie uzmysłowić, że najszybsze bolidy rozwijają prędkość na prostej ponad 200 km/h!. Przy takiej prędkości jeden błąd, jeden podmuch wiatru lub większa fala, może mieć tragiczne następstwa, stąd tak wielki nacisk na troskę o bezpieczeństwo zawodników stawiany jest przed organizatorami. Na brzegu zebrało się około 40 tysięcy widzów, z których wielu przybyło specjalnie na zawody z najdalszych zakątków kraju. Przygotowano dla nich ciekawy program z występami artystycznymi czy pokazami mody, a zawody na żywo relacjonował znany dziennikarz sportowy TVP, Przemysław Babiarz. I nagle, gdy na brzegu trwał w najlepsze piknik, doszło do dramatycznej sytuacji. Bolid jednego z faworytów - teamu nr 33 Quicksilver - dostał gwałtowny podmuch wiatru i po prostu wyleciał w powietrze jak piórko, po czym wykonując efektowne salto uderzył o wodę i rozpadł się na 2 części. Błyskawicznie ruszyły służby ratownicze, przede wszystkim wyciągając z niej pilota. Został on natychmiast odtransportowany do szpitala, a uszkodzona łódź odcholowana do brzegu. Na szczęście bardzo szybko przyszła wiadomość, że pilotowi nic się nie stało, choć niestety nie mógł już kontynuować wyścigu. Mechanicy oraz drugi pilot (Pierre Charlot) postanowili jednak spróbować naprawić łódź i ukończyć zawody. I udało się. Zajęło im to trochę ponad godzinę i czerwony bolid 33 znowu pojawił się na trasie, wzbudzając owację publiczności. Choć nie liczył się już w walce o zwycięstwo, dojechał do mety i stał się prawdziwym bohaterem imprezy. Należy tutaj zauważyć, że przepisy Endurance mówią, że oprócz tego kto zaliczy najwięcej okrążeń, niezbędne jest aby dojechał do mety i został „odmachany” prze sędziego. Zdarza się więc i tak, że w przypadku awarii przyjmuje się taktykę przeczekania w boksie jak najdłużej, najważniejsze jest przekroczenie mety. Tak np. postąpiły w Rouen załogi teamów RMSM, których wysłużone 10 letnie Evinrude nie wytrzymywały trudów wielogodzinnego obciążenia. W Augustowie, dzięki krótszemu dystansowi, miały szansę dowieźć zwycięstwo i zrobiły to skutecznie. Widzowie mieli fantastyczny widok, szczególnie w drugiej części dystansu, gdy przez wiele okrążeń w prawdziwej walce „łeb w łeb”, 2 białe bolidy RMSM napędzane potężnymi 6-cylindrowymi dwusuwami Evinrude’a walczyły o zwycięstwo.

Po 8 godzinach walki wyścig dobiegł końca. Punktualnie o 19.20 Sędzia Główny „odmachał” na mecie pierwszego zawodnika. Następna runda była już tylko paradą i podziękowaniem dla wspaniałej publiczności. Na każdym jachcie pojawiły się pełne załogi, które trzymając swoje narodowe flagi pozdrawiały widzów. W zachodzącym słońcu stworzyli niezapomniane wrażenie ale i żal, że wszystko się skończyło. Pozostała nadzieja, że za rok znowu przyjadą najlepsi piloci wyścigowi świata, aby tutaj w Augustowie, walczyć o medale i tytuły.

Późnym wieczorem odbyła się ceremonia wręczenia nagród i choć był to bardzo sympatyczny (dla zawodników) moment, to jednak nie była największym osiągnięciem organizatorskim. Ponieważ jednak, jak już wspomniałem, była to pierwsza tak trudna i bez żadnego doświadczenia zorganizowana impreza w Polsce, aż dziw, że obyło się bez większych wpadek. No, może przydałoby się lepiej i głośniej rozreklamować ją w środkach masowego przekazu. Wielu kibiców narzekało na ten aspekt. Zdecydowanie należy też poprawić pracę biura prasowego. Dziennikarze nie mieli łatwej pracy, a przecież to oni przede wszystkim pomagają w promocji imprezy.

Generalnie jednak należy uznać zawody za bardzo udane i liczyć, że wejdą one na stałe do kalendarza imprez motorowodnych. Zasługują na to organizatorzy, sponsorzy, a przede wszystkim gościnny i piękny Augustów. Czym jest dla miasta taka promocja doskonale rozumieją miejscowe władze terytorialne i samorządowe. I to jest właśnie nadzieja, na kontynuację dobrych pomysłów.

Do zobaczenia za rok w Augustowie!

Kilka cyfr statystyki: zwycięzca pokonał 213 okrążeń, co jak wynika z danych organizatorów daje ponad 1300 przejechanych na wodzie kilometrów w 8 godzin (jedno okrążenie ok. 6,2 km). Jak łatwo wyliczyć osiągnął przeciętną prędkość 165 km/h!

Zwycięzcy w poszczególnych klasach:
Klasa 1 (łodzie z silnikami o pojemności do 1050 ccm:
1. 38 Team Touax Performance/Francja - N. Ottmann/F. Boulier/E. Clapisston/Ph. Lecomte - 124 okrążenia

Klasa 2 (łodzie z silnikami o pojemności od 1050 d0 2050 ccm)
1. 21Team Cassino/Francja-Słowacja - Ph. Masselin/J-M. Guerra/T. Marchand/T. Cermak - 195 okrążeń

Klasa 3 (łodzie z silnikami powyżej 2050 ccm
1. Nr2 Team RMSM/Francja - P. Morin/R. Revert/Ch. Larigot - 213 okrążeń

Ostatnio dodane:

  1. Kategoria
    Przegląd
    Tytuł
    Juniorzy RSX walczą w Dobrzyniu o Mistrzostwo Polski
    Data
    2010.09.03
  2. Kategoria
    Przegląd
    Tytuł
    Mistrzostwa Juniorów Polskiego Związku kl. Słonka
    Data
    2010.09.03
  3. Kategoria
    Przegląd
    Tytuł
    MŚ klasy RSX: Piotr Myszka drugi po pierwszym dniu finałów
    Data
    2010.09.02
  4. Kategoria
    Rejsy
    Tytuł
    „Dar Szczecina” płynie do Hanstholm z tablicą pamiątkową
    Data
    2010.09.02
  5. Kategoria
    Wydarzenia
    Tytuł
    Odszedł Andrzej Reyman
    Data
    2010.09.02

Dodaj komentarz:

Pamiętaj, aby dodać komentarz musisz być zalogowany.

Komentarze:


  • Puchar Polski Jachtów Kabinowych
  • Partner Miesięcznika Żagle
  • Ogłoszenia drobne
  • Kalendarze, Tapety i Wygaszacze Kalendarze,
    Tapety i Wygaszacze
  • Reklamy, ogłoszenia Reklamy
    Ogłoszenia
W serwisie:
  • Wydarzenia
  • Żagle TV
  • Regaty
  • Technika
  • Moto
  • Kultura
  • Zaczynamy żeglować
  • Śródlądzie
  • Morze
MURATOR S.A.:
Miesięczniki:
  • Murator
  • Dobre wnętrze
  • M jak mieszkanie
  • Moje mieszkanie
  • Podróże
  • Żagle
  • Zbuduj dom
  • Architektura
  • Zdrowie
  • M jak mama
  • Sklep on line
  • Copyrights © MURATOR S.A. 2008-2010
  • Design by zjednoczenie.com
  • Hosted by SUPERMEDIA