Wrocławscy harcerze zakończyli I etap remontu łodzi "Złota Kaczka", prawdopodobnie najstarszej jednostki żaglowej w Polsce. Niesamowitą historię tego specyficznego jachtu i relację z jego odbudowy napisał do nas Grzegorz Majcher
Historia "Złotej Kaczki" zaczyna się w Holandii, w kraju mlekiem i wodą płynącym, świecie kanałów, polderów, tam, wiatraków i ciągłego zmagania się człowieka z żywiołem morskim. To tam właśnie, w jednej z wielu rodzinnych stoczni, w roku 1903 został zwodowany tjalk "de Drie Gebroeders" („Trzej barcia") - barka handlowa o długości 22,5m i szerokości 4,8m. Była to typowa jednostka tamtych czasów. Statki tego rodzaju były podstawowym środkiem transportu Holendrów - łatwo się je obsługiwało, nie wymagały wielkiej załogi (zwykle wystarczył ojciec i dwóch synów lub jak w przypadku naszej jednostki właśnie trzej bracia), słynęły wręcz z niezawodności i dzielności. Ich największą zaletę stanowiły niezwykłe możliwości ładunkowe i co w handlu i transporcie ważne, szybkość przemieszczania się. Tego typu barki taklowane były jako kutry gaflowe z bocznymi mieczami, stąd przyjęło się na świecie nazywac je holenderskimi. Wielki podziw wzbudzają umiejętności ówczesnych i dzisiejszych szyprów tych jednostek.
Wśród cech, które wyróżniają tego typu jednostki wymienić trzeba także zdolność do bezpiecznego "siadania" na osuchach. Manewr dla nas niezwykły, a co więcej, w polskich przepisach klasyfikowany jako wypadek, i to niezależnie od uszkodzeń! Trzeba jednak pamiętać, że akwen na południe od Wysp Fryzyjskich był wówczas jednym z najniebezpieczniejszych akwenów pływowych. Przed wybudowaniem tamy, dzięki której powstało IJsselmeer (akwen większy od naszej Zatoki Gdańskiej) statki operujące na tym obszarze musiały być zdolne do bezpiecznego "posadzenia się" wraz z ładunkiem i przeczekania do przypływu. Proszę sobie wyobrazić statek wypełniony "po pokłady" np 130 tonami soli, któremu nagle "uciekła" woda! Kadłub takiej jednostki musiał więc wytrzymać już nie tylko parcie ładunku, jak również znikające "podparcie" wody na zewnątrz burty. Dlatego budowano je nadzwyczej solidnie i dzięki temu do dziś wiele z nich zostało zachowanych jako dziedzictwo techniczne Holandii. Corocznie organizowane są zloty oraz regaty takich barek, które gromadzą zwykle około 50 jednostek.
Nadzwyczaj mocna budowa "Złotej Kaczki" przydała się w końcu II Wojny Światowej. Z relacji świadków wiadomo, że "Złota Kaczka" i jeszcze jeden niezidentyfikowany tjalk, jako jedyne statki przetrwały odwrót Wehrmachtu z płockiej stoczni. Ich mocne poszycie oparło się wiązce granatów wrzuconej przez Niemców. Pozostałe jednostki właśnie w ten sposób zatapiano.
Jak "Złota Kaczka" trafiła do Płocka - jest zagadką. Pewne jest, że przeszła przez Port Gdańsk, ponieważ świadczą o tym rejestry portowe. Znając "sympatię" Holendrów do hitlerowców, trudno podejrzewać, że została dobrowolnie oddana przez właściciela lub sprzedana Niemcom...
Niezwykły obiekt wynalazł w latach 40. kpt. Reszka. Statek został przygotowany do pełnienia funkcji pływającego... muzeum. Tak! Od końca lat czterdziestych do końca lat sześćdziesiątych znajdowała się niej ekspozycja Muzeum Etnograficznego w Warszawie, pokazywana w nadwiślańskich miejscowościach. Jednocześnie pracownicy muzeum zbierali eksponaty materialne ginącej już kultury ziem polskich oraz dokumentowali zwyczaje. Co ciekawe i niezwykłe, "Złotą Kaczkę" zaholowano aż na Mazury oraz do Gdyni. W roli pływającego muzeum, w latach siedemdziesiątych statek trafił na Odrę i tam był udostępniany również stronie niemieckiej, np. we Frankfurcie n. Odrą. Ostatecznie wystawa została zlikwidowana, a jednostkę przejęła "Żegluga na Odrze". W tym czasie użytkowano ją jako bazę nurków, na wrocławskich Osobowicach.
W latach osiemdziesiątych statek zmieniał wielokrotnie właścicieli, coraz bardziej podupadał. Ostatecznie zatonął na terenie campingu "Ślęza" koło wieży ciśnień MPWiK. To tam, w początku 1990 roku, wypatrzyli go członkowie 25 Wrocławskiej Żeglarskiej Drużyny Harcerskiej. W ciągu 5 dni harcerze wypompowali wodę z wraku oraz przeprowadzili go do zatoki przy ul. Chełmońskiego. Tam, po zabezpieczeniu pokładu i bieżących pracach konserwacyjnych, statek służył jako miejsce zbiórek, magazyn i szkutnia. Szczególną funkcję „Złota Kaczka" pełniła podczas powodzi 1997, gdy stała się bazą harcerzy pływających z pomocą do Św. Katarzyny i Siechnic.
W zimie 2004/2005 w uścisk lodu spowodował zatonięcie "Złotej Kaczki". Już wcześniej zdarzały się przecieki spowodowane odkształceniami kadłuba w lodzie, ale nie stanowiły one bezpośredniego zagrożenia. Na szczęście w miejscu postoju (w 1999 roku 25 WrŻDH wraz ze swoim całym sprzętem przeniosła się do opuszczonej po powodzi przystani przy ul. Długiej) głębokość wody wynosiła ok 120cm, więc kadłub osiadł na dnie i możliwe było odpompowanie z niego wody. Po tym doświadczeniu harcerze z ZHR, rozpoczęli starania o pozyskanie środków na remont statku, tym bardziej, że "Kaczka" stanowiła już wpisany do rejestru zabytek kultury technicznej. Harcerze wspominają:
„Od kilku lat analizowaliśmy możliwości pozyskania funduszy na kapitalny remont, wielkie nadzieje wiązaliśmy ze środkami europejskimi. Gdzieś na początku 2004 roku daliśmy sobie 1 rok na pozyskanie pieniędzy. Po tym czasie, w przypadku fiaska, zdecydowaliśmy, że przekażemy "Złotą Kaczkę" komuś, kto będzie dysponował możliwościami jej zachowania i odbudowy. Byliśmy zdesperowani - ewentualne działania ratunkowe prowadzone z urzędu pogrążyłyby ZHR finansowo.W 2005 ZHR w konkursie zorganizowanym przez Miejskiego Konserwatora Zabytków we Wrocławiu, otrzymał na remont statku dotację w wys. 20 tys. zł (wnioskowano o kwotę 200 tys. zł). Ponieważ harcerze należą do ludzi pogodnych, niezrażeni niepowodzeniami zaczęliśmy poszukiwać innych źródeł. Udało się! Pozyskaliśmy wsparcie Huty Stali Częstochowa, Olicon (farby okrętowe), Concretec (obsługa projektowa). Ze środków przekazanych przez tych sponsorów, w grudniu 2005 roku zostało wymienione ok 30% poszycia dna i denników. Na szczęście Konserwator Zabytków w swojej przezorności nie przekazał nam większych środków. nie potrafilibyśmy ich skutecznie wydać. Trudno w to uwierzyć, ale to prawda.
Do końca 2006 w 100% wymieniliśmy poszycie ładowni głównej. W miarę nabierania przez nas doświadczenia, zwiększał się też strumień pozyskiwanych dotacji.
W 2007 oprócz dotacji miasta Wrocław otrzymaliśmy wsparcie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a prace nabrały dzięki temu tempa. Dokonano wymiany poszycia w skrajnikach i na pokładzie, zabezpieczono antykorozyjnie wykonane prace. To był bardzo trudny rok, nawału pracy, rozliczeń. Daliśmy radę!"
Rok 2008 przyniósł zakończenie prac nad nadbudówką. Dzięki współpracy z Ośrodkiem „Pamięć i Przyszłość" przy realizacji wystawy "Rzeka-Miasto-Ludzie" zlokalizowanej w ładowni, zakończono wstępną zabudowę wnętrza statku i co najważniejsze, udostępniono statek zwiedzającym. Fundusze pozyskane w 2009 roku pozwoliły na zakup i montaż napędu oraz części wyposażenia pokładowego.
Wreszcie, po wielu latach "Złota Kaczka" może już samodzielnie pływać po wodach śródlądowych. W tym roku planujemy kontynuować zabudowę wnętrza m.in. wyposażyć statek w kambuz, toalety oraz rozpocząć kompletowanie takielunku. Ciekawie rysuje się również perspektywa wypraw "Kaczką". Już dziś mamy zaproszenie na "Noc muzeów" we Wrocławiu w maju, jest zaproszenie na lipiec na Dni Odry w Szczecinie.
Pragnę złożyć podziękowania wszystkim, którzy do tej pory wsparli remont "Złotej Kaczki"! Jednocześnie zachęcam każdego, komu bliska jest idea odbudowy statku do przekazania swojego 1% podatku PIT (więcej informacji TUTAJ)
Szczegóły o aktualnych działaniach znajdziecie Państwo na stronie www.kaczka.zhr.pl
Grzegorz Majcher
Bosman ośrodka ZHR HOW Zatoka

























Kalendarze,
Reklamy

