Marcin Gienieczko, znany podróżnik i jednocześnie nasz współpracownik, przysłał relację z kolejnego etapu swojej wielkiej, pieszo-rowerowo-kajakowej wyprawy po Australii: 600km pokonanych bezdroży przez centralną Australię ziemi Aborygenów - było ciężko, bo codziennie piach w ustach, słońce wypala mózg. Mimo to dziennie udawało mi się pokonać 100km! Jestem teraz w Ayers Rock - u stóp świętej góry Aborygenów.
Poprzednia relacja Marcina Gienieczki jest TUTAJ
Myślę, że przydało się ukończenie maratonu na Śląsku. To mnie wzmocniło, poza tym przeprawa z Darwin do Newman też zrobiła swoje. To nogi decydowały o sile napędu mojego rumaka. Rower spisywał się bardzo dobrze, nawet nie złapałem ani jednej ,,gumy". To już sam w sobie sukces. Musiałem trochę spuścić powietrza, żeby jakoś jechać po tym piachu, choć ostatni dzień przeprawy był bardzo ciężki. Po raz pierwszy w tej wyprawie pchałem rower około 4 km po piachu pod górę.
Przemierzyłem takie osady jak WARAKURNA I DOCKER RIVER. Jestem teraz w Ayers Rock - u stóp świętej góry Aborygenów. Te 600 km off roadu zmotywowało mnie do dalszych etapów ekspedycji.
Myślę, że to dobry wynik - 6 dni 600 km po piachu. Teraz, kiedy jestem już na asfalcie, będę na pewno pokonywał większe odległości. Pamiętam, jak miałem 19 lat i jechałem rowerem dookoła Polski. Wówczas z Kętrzyna do Elbląga - blisko 170km pokonałem jednego dnia. Chciałbym ten wyczyn powtórzyć, taki sportowy akcent.
Osady aborygeńskie są bardzo zapuszczone, zaniedbane. Nie mają oświetlenia, zamiast tego Aborygeni palą ogniska koło domu - zupełnie jak w trzecim świecie, który opisywał Ryszard Kapuściński w Hebanie.
Wielka góra Uluru jest naprawdę majestatyczna. Mierzy ok. 300m wysokości i ok. 8 km w obwodzie. Mieni się pięknie w zachodzącym słońcu, przybierając różne kolory w zależności od oświetlenia. Turyści piknikują wokół tego miejsca przez kilka godzin, siedzą, rozmawiają, jest bardzo gwarno, ale to typowa komercja. Tutaj odpocząłem kilka godzin i przemyślałem wiele tematów. Kiedyś podzielę się nimi publicznie, teraz mam wszystko w swojej głowie - dla siebie i w swoim sercu.
Rower jest czerwony i pomarańczowy od piachu, łańcuch przypomina wstążkę tego samego koloru. Musiałem wyczyścić piasty, bo piach tam się na dobre zakorzenił.
Co noc towarzyszyły mi wielbłądy, musiałem je odganiać, bo są strasznie natrętne. Noce są tu bardzo czyste, gwiaździste. Tylko dingo wyje pod rozgwieżdżonym niebem...
Teraz zmierzam w stronę Adelaide. Cieszę się, ż dotarłem do tej wielkiej skały w centralnej Australii. To był ważny punkt w tej ekspedycji. Teraz udaję się w dalszą drogę, w kierunku południowym.
Pozdrawiam
Marcin











Kalendarze,
Reklamy

