Paweł Paterek, kierownik działu sportowego miesięcznika „Żagle", relacjonuje z Walencji na dzień przed rozpoczęciem pierwszego wyścigu 33. Pucharu Ameryki:
Pierwsze spotkanie z Pucharem Ameryki 2010 w Walencji następuje już wtedy, gdy samolot podchodzi do lądowania od strony morza. Przelatuje dokładnie nad portem America´s Cup. Wcześniej jednak dostrzegam trenujący zespół obrońców. Ogromny katamaran Alinghi snuje się powoli po gładkiej wodzie, a za nim sznur motorówek, RIBów i mniejszych jachtów. Wszystkie wyglądają jak małe mrówki podążające za słoniem. Rozmiary tego jachtu są doprawdy imponujące. Kiedy dotarliśmy już do portu, Alinghi 5 wrócił do bazy a jego maszt wyraźnie górował nad całą resztą.
Wioska America´s Cup podzielona jest niejako na dwie części. W jednej stoją smutne i opustoszale bazy byłych pretendentów (Desafio Espanol, Victory Challegne, Emirates Team New Zealand i Germany Challnege). Druga część tętni życiem - tam kręcą się tłumy fanów walki o Puchar Ameryki, czynne są sklepiki AC, a przede wszystkim działają bazy obu zespołów - Alinghi i BMW Oracle Racing. Atmosfera daleka jest jednak od sympatycznej.
Na oddzielnych konferencjach prasowych przedstawiciele obu ekip nie szczędzą sobie uszczypliwości i złośliwości. Larry Ellison stwierdził, że 33. Finaly AC przypominają mecz bokserski w wadze ciężkiej, gdzie obaj zawodnicy nie przepadają za sobą.
Ernesto Bertarelli przypomina amerykańskiemu miliarderowi, że nigdy nie udało mu się awansować do finału AC i pewnie dlatego zdecydował się aż dziewięciokrotnie skierowywać losy Pucharu Ameryki na ławy nowojorskiego sadu. A zakwestionowanie legalności żagli Alinghi 5 (Amerykanie twierdzą, że zostały zbudowane w USA i nie są zgodne z zapisem Deed of Gift stanowiącym o tym, iż jacht musi być w całości stworzony w kraju, z którego pochodzi zespół) - było juz wielką przesadą.
Gorące głowy ostudził w końcu Sąd Odwoławczy stanu Nowy Jork twierdząc, że pora już rozpocząć walkę na wodzie i do momentu zakończenia 33. America´s Cup nie wyda już w tej sprawie żadnego orzeczenia. To trafiło do rozsądku samego Russella Couttsa, który zarzeka się, że interesuje go już tylko bezpośrednia walka na wodzie. W poniedziałek o godz. 10.06 (!) - jeśli warunki wietrzne i fala pozwolą - pojawi się pierwsza okazja do żeglarskiej konfrontacji.
Mocno zestresowani całą sytuacją są też organizatorzy. Trasa Góra-Dół czyli na wiatr i z wiatrem o długości jednego boku wynoszącej 20 Mm (to także zapis z Deed of Gift - aktu donacyjnego) to nie lada wyzwanie. Układ trasy należy tak rozplanować (dla sędziów, kibiców, mediów), aby rozpędzone i walczące giganty nie porozbijały się jeszcze przed startem... Problem mają też sędziowie i arbitrzy. Gnające 30-40 węzłów jachty będą dla nich jak znikające punkty. Nawet szybkim RIB-em trudno będzie nadążyć za takimi ścigaczami. Sposobem na to ma być rozstawienie łodzi sędziowskich na trasie w ten sposób, aby niejako przejmowały ścigające się jachty.
Realizatorzy transmisji telewizyjnej też musieli się mocno nagłowić, jak poradzić sobie z przekazem na żywo z tak nietypowego wyścigu. Trzeba pamiętać, ze poprzednie regaty od kilkudziesięciu lat rozgrywane były na dystansie 2-3 Mm. Teraz, przy trasie o łącznej długości ok. 40 mil, oprócz kamer na łodziach do pracy zaprzęgnięto dwa helikoptery i krążący nad nimi samolot, które przekazywać będą sygnał satelitarny do wozów transmisyjnych. Dla wszystkich będzie to więc nowe i wielkie wyzwanie. W Walencji rodzi się z pewnością nowy rozdział w historii America´s Cup. Nie można tego przegapić!!!
Paweł Paterek













Kalendarze,
Reklamy

